Bajka o misiu z kocyka.
Pewnego dnia na świat przyszedł malutki, śliczny chłopiec. W prezęcie od swojego tatusia dostał bialutki kocyk na krórym był wyszyty brązowy pluszowy miś. Mijały dni a chłopiec rósł a w raz z nim wszystko dookoła się zmnieniało. Przyszła jesień, liście zmieniły swój kolor z zielonego na czerwone, żółte, pomarańczowe... Potem przyszła zima, cały świat pokrył sie białym chłodnym puszkiem. Następnie nadeszła wiosna. I znów ziemia zakwitła w kolory. Wszystko dosłownie znieniało sie z dnia na dnia na dzień. Barwy, kształty... Liście, kwiaty... Jedyne co nie ulegało zmianie to przywiązanie maluszka do kocyka. Zabierał go wszedzie. Do parku, na spacery, w każde miejsca. Za każdym razem, gdy zasypiał bardzo mocno się do niego przytulał. Raz zdarzyło się , że mamusia próbowała położyć spać naluszka bez kocyka, bowiem był on wyprany i nie zdąrzył do końca wyschnąć. Chłopiec bardzo był z tego nie zadowolony i nie usną, dopóki kocyk nie wysechł.
Wreszcie nadszedł ważny dzień dla chłopca. Kończył on właśnie tego dnia roczek. Piękny letni dzień sprzyjał, wiec rodzice malucha zrobili przed domem przyjęcie na które przyjechało wielu gości. Babcia Dorotka z dziadkiem Sławkiem. Babcia Agnieszka z dziakiem Heniem, wujek Dawid. Przyjechał też chrzesny malusza Artur ze swoją żoną Sylwią a także chrzesna Klaudia z ciocią Basią się zjawiły. Każdy z gości podarował małemu solenizantowi interesujące prezenty, którymi od razu malec zaczą się bawic. Był także tort, który mamusia i tatuś upiekli specjalnie na tą okazję. Wszyscy się świetnie bawili . Wkońcu chłopiec zrobił się bardzo senny, więc mamusia zabrała go do domu i położyła do łużeczka. Dała mu cieplutkie mleczko w butelce i nakryła jego ukochanym kocykiem. A po paru chwilach kochana dziecinka smacznie spała.
A teraz zdradzę Ci, dlaczego chłopiec tak bardzo kochał swój kocyk. Cala zagadka tkwi w misiu który był na nim wyszyty. Nie był to jednak zwyczajny miś. Za każdym razem, gdy tylko nikt prócz chłopca nie patrzył, miś zeskakiwał z kocyka i bawił się ze swoim ludzkim przyjacielem, często opowiadał mu przecudowne zabawne historyjki, a gdy usypiał delikatnie głaskał go po policzku opowiadając niesamowite, pełne przygód bajeczki.
-Szymonku !!!! Szymonku!!! Hejjj - wołał radośnie miś .
-Misiu? To ty ? Gdzie my jesteśmy?
-Och Szymonku. Pewnie myślałeś że ja nie będę miał dla Ciebie prezentu . A jednak!
-Misiu, gdzie my jesteśmy? Gdzie jest mamusia i tatuś?
Szymonek zaniepokojony rozglądał sie po ogrodzie w którym sie znajdowali. Co raz to dostrzegał nowe dziwne, ale i piękne rzeczy. Drzewa których liście są w najróżniejszych odcieniach wszystkich kolorów jakie tylko można sobie wyobrazic. Kwiaty, których platki były przezroczyste, szklane. W ogrodzie znajdowalo sie niewielkie jeziorko na środku którego stała wielka fontanna . A rzucała ona na wszystko co się wokół niej znajdowało różnokolorowe światełka.
- Ojej, kochany Szymonku, nie bój się. Już Ci wszystko tłumacze. Tak więc mój kochany znajdujemy sie właśnie w twoim śnie. Tak jakby śnie. Twoje malutkie ciałko śpi, ale twoje serduszko może się w tym czasie przenieść do tej krainy. Ale jest jeden warunek. Musisz mnie mieć przy sobie i ja muszę chcieć Cię wpuścić tu. W tym miejscu możesz robić wszystko czego tylko zapragniesz...
- Na prawdę wszystko ?
- Jasne. Spróbuj o czymś czego chcesz pomyśleć a to dostaniesz.
I mały chłopiec pomyślał o wacie cukrowej. A sekundę później przed nimi na patyczkach rosła w ziemi wata cukrowa. Jak tylko chłopiec z misiem zjedli kawałeczek ten natychmiast odrastał. Następnie chłopiec wymarzył sobie lody. I znów chwilę później przed nimi stał kolorowy busik z lodami ze wszystkimi smakami jakie tylko istnieją. Potem Szymonek wymarzył sobie wielki plac zabaw, następnie pomyślał, że w jeziorku brakuje rybek ktore natychmiast sie w nim pojawiły. Maluszek i jego miś mieli wiele zabawy i coraz wpadali na nowe pomysły. W końcu, gdy obaj się troszkę zmęczyli położyli się na trawie i chwilę odpoczeli. Gdy tak sobie siedzieli miś zapytał przyjaciela jakie jest jego największe marzenie. Chłopiec nawet się nie musial zastanawiać.
-Wiesz misiu, bardzo chciałbym umieć latać - odpowiedział i ku jego wielkiemu zdziwieniu powoli obaj unieśli się opnad ziemię. Śmiejąc się i popiskując z zachwytu poszybowali w dal po różowym niebie. W locie ganiali sie ze sobą , ścigali, który pierwszy dotrze do wyznaczonego celu. Śmiechu i radości nie było końca. W końcu Szymonek dostrzegł w oddali coś małego, futrzastego i fioletowego. Postanowili więc sprawdzić co to takiego może być i zlecieli znów na ziemię. Okazało się, że fioletowa włochata kulka to Włochacz . Bowiem tak miał owy stwór na imię. Włochacz był bardzo smutny . Tak bardzo smutny że z jego ślicznych czarnych oczek skapywały łezki.
- Dlaczego płaczesz Włochaczu ? - zapytał miś.
- Ponieważ jest mi bardzo smutno. Jestem taki samotny. Nie mam ani jednego przyjaciela- załkał.
- Nic straconego- stwierdził Szymonek. - możesz być naszym przyjacielem. A my twoim.
Włochacz bardzo się ucieszył z tej propozycji i zaprosił swoich nowych przyjaciół na herbatke do swojego domku w starym drzewie...
-Wstawaj kochanie, goście na Ciebie dalej czekają. Jak ci się spało? -delikatynm głosem mama z miłym uśniechem obudziła Szymonka, który leniwie i lekko sennie uśmiechną się do niej. Złapał swój kocyk i razem poszli spowrotem na przyjęcie.
- Ojej, kochany Szymonku, nie bój się. Już Ci wszystko tłumacze. Tak więc mój kochany znajdujemy sie właśnie w twoim śnie. Tak jakby śnie. Twoje malutkie ciałko śpi, ale twoje serduszko może się w tym czasie przenieść do tej krainy. Ale jest jeden warunek. Musisz mnie mieć przy sobie i ja muszę chcieć Cię wpuścić tu. W tym miejscu możesz robić wszystko czego tylko zapragniesz...
- Na prawdę wszystko ?
- Jasne. Spróbuj o czymś czego chcesz pomyśleć a to dostaniesz.
I mały chłopiec pomyślał o wacie cukrowej. A sekundę później przed nimi na patyczkach rosła w ziemi wata cukrowa. Jak tylko chłopiec z misiem zjedli kawałeczek ten natychmiast odrastał. Następnie chłopiec wymarzył sobie lody. I znów chwilę później przed nimi stał kolorowy busik z lodami ze wszystkimi smakami jakie tylko istnieją. Potem Szymonek wymarzył sobie wielki plac zabaw, następnie pomyślał, że w jeziorku brakuje rybek ktore natychmiast sie w nim pojawiły. Maluszek i jego miś mieli wiele zabawy i coraz wpadali na nowe pomysły. W końcu, gdy obaj się troszkę zmęczyli położyli się na trawie i chwilę odpoczeli. Gdy tak sobie siedzieli miś zapytał przyjaciela jakie jest jego największe marzenie. Chłopiec nawet się nie musial zastanawiać.
-Wiesz misiu, bardzo chciałbym umieć latać - odpowiedział i ku jego wielkiemu zdziwieniu powoli obaj unieśli się opnad ziemię. Śmiejąc się i popiskując z zachwytu poszybowali w dal po różowym niebie. W locie ganiali sie ze sobą , ścigali, który pierwszy dotrze do wyznaczonego celu. Śmiechu i radości nie było końca. W końcu Szymonek dostrzegł w oddali coś małego, futrzastego i fioletowego. Postanowili więc sprawdzić co to takiego może być i zlecieli znów na ziemię. Okazało się, że fioletowa włochata kulka to Włochacz . Bowiem tak miał owy stwór na imię. Włochacz był bardzo smutny . Tak bardzo smutny że z jego ślicznych czarnych oczek skapywały łezki.
- Dlaczego płaczesz Włochaczu ? - zapytał miś.
- Ponieważ jest mi bardzo smutno. Jestem taki samotny. Nie mam ani jednego przyjaciela- załkał.
- Nic straconego- stwierdził Szymonek. - możesz być naszym przyjacielem. A my twoim.
Włochacz bardzo się ucieszył z tej propozycji i zaprosił swoich nowych przyjaciół na herbatke do swojego domku w starym drzewie...
-Wstawaj kochanie, goście na Ciebie dalej czekają. Jak ci się spało? -delikatynm głosem mama z miłym uśniechem obudziła Szymonka, który leniwie i lekko sennie uśmiechną się do niej. Złapał swój kocyk i razem poszli spowrotem na przyjęcie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz